O przedmiotach, które ułatwiają życie w kuchni #1

img_8354

* * *

Z biegiem czasu łącząc blogową działalność z prowadzeniem domu, zdaję sobie sprawę, że mam coraz więcej przedmiotów, których po prostu nie używam. Etap kupowania pięknych naczyń – z wymówką, że przydadzą się do zdjęć – już może mam za sobą. Nawet przedświąteczne wystawy w połowie listopada, nie są mi już tak groźne! Wielokrotnie deklarowałam swoje przywiązanie do kilku ceramicznych talerzy z rodzimych wytwórni, z których korzystamy na co dzień. A jeżeli zapraszamy rodzinę i znajomych to mam okazję udekorować stół porcelaną, którą sukcesywnie wyszukuję na rynku ze starociami. Wiem jednak, że są wśród Was osoby, które albo są w trakcie wyposażania swoich czterech kątów albo dopiero planują. Pytania najczęściej padają o rozwiązania / urządzenia w kuchni. Postanowiłam więc zainicjować cykl o tych produktach w kuchni, które się przydają a tym samym darzę je sympatią. Może one też i Was zainspirują?

img_8364

Świeże zioła w starych, ceramicznych donicach.

Uwielbiam widok zieleni. O tej porze roku każda gałązka jest dla mnie radością. Część krzaczków ziół, które udało mi się rozplenić w ogrodzie przesadziłam do donic. Wygrzewają się na parapecie w kuchni i umilają listopadową szarugę. Polecam Wam wybrać się na targowisko i tam znaleźć gęste zioła w donicach – są one trochę droższe, ale ich żywot pewniejszy. Wspomniałam o starych donicach, bo te wydają mi się najładniejsze, nawet jak mają na sobie delikatną warstwę mchu. Na portalu – typu allegro lub olx – możecie znaleźć sprzedawców, u których można kupić je na sztuki za kilka groszy. Część właśnie tak do mnie trafiła.

img_8387

Naczynia żaroodporne.

Najczęściej są pamiątką z naszych podróży lub pochodzą od najbliższych. Ta kremowa misa z ptaszkami to prezent ślubny od naszych przyjaciół z Sardynii. Jako dziecko miałam okazję spędzić tam kilka tygodni, więc ilekroć podaję w nich coś gościom przypominają mi się wakacyjne chwile – celebracji przy stole. Zaletą naczyń żaroodpornych jest praktyczne zastosowanie – możemy w nich piec i podawać zachowując estetyczny wygląd.

img_8379

Moździerz.

Dobry, ciężki moździerz przyda się na lata! Wszystkie marynaty do ryb, mięs, warzyw czy sałat ucieram właśnie w moździerzu. Aromat, który się uwalnia w trakcie pocierania jest nieporównywalny z suszonymi ziołami w torebkach. Ucieram w nim również zioła na napary – po które, ostatnio częściej sięgamy, np. kardamon, goździki czy kora cynamonu.

Drewniane deski.

Tu niestety przyznam Wam, że mogłabym mieć ich kilkanaście. Naturalne i ręcznie robione. Pochwała dobrego rzemieślnictwa. Warto od czasu do czasu zakonserwować odpowiednim olejem lub oliwą. Oczywiście z daleka od zmywarki.

img_8389

Wykrawarka do pierogów.

Dla niektórych może stanowić nieco fanaberię, ale jeżeli lubicie pierogi albo włoskie ravioli, to może Wam się przydać. Ja swoje kupiłam za 1 euro w trakcie wakacji w Rzymie – przywiozłam też stamtąd patelnię żeliwną i specjalną miarkę do spaghetti. Zachęcam Was zatem, żeby zamiast tak oczywistych prezentów wakacyjnych – zrobić sobie taki niecodzienny upominek. Ilekroć po niego sięgam, uruchamiają mi się przyjemne wspomnienia.. nawet przy tak prozaicznej czynności, jak zagniatanie pierogów :-)

img_8370

Dzbanek filtrujący wodę.

Filtr zmiękcza wodę, dzięki czemu herbaty są pozbawione nieprzyjemnego osadu. To również dodatkowa ochrona czajników przed kamieniem. Filtr eliminuje także z wody chlor, co ma wpływ na polepszenie jej smaku. BRITA ma w swojej ofercie kilka różnych filtrów dzbankowych, które są lekkie i poręczne. To doskonała alternatywa wobec dźwiganych sześciopaków z supermarketu. Występują w różnej kolorystyce i pojemności. Wkład filtrujący wymienia się co średnio co 4 tygodnie, w zależności od pitej wody oraz poziomu jej twardości. Takie rozwiązanie to oszczędność czasu, miejsca w kuchni i pieniędzy.

img_8357

… a to mój prezent z ubiegłych Świąt Bożego Narodzenia. Staram się czule o niego dbać, a on każdego dnia odpłaca mi takim widokiem!