The art of eating!

   W tworzeniu kulinarnych postów, najprzyjemniejsze są momenty poszukiwania inspiracji! Coraz częściej słyszę pytania, skąd do licha czerpię kolejne pomysły? Wystarczą mi chaotycznie ułożone słoje po dżemach, a już wpada mi myśl, że może czekoladowa marmolada z croissantem na dziś! Ktoś przyniesie z niedzielnego spaceru koszyk kurek i zupa w sam raz. A już zdecydowanie nieoceniony jest mój kawałek ogrodu, gdzie jabłonie szaleją od kilku tygodni, a grusza za nimi doskonale nadąża. Są dni, gdzie z czystego łakomstwa, mieszam pozostałości z lodówki i czasem z przypadku coś wyjdzie… a jak będzie jeszcze w miarę zjadliwe to może i Czytelnicy się o tym dowiedzą :)

   Do miasta nie wybieram się nigdy bez mojego małego kapownika, w nim notuję ulotne zapachy, podsłyszane receptury, zamówione desery, ostygłe na wietrze zupy czy na wpół zjedzone specjały szefa kuchni, które specjałami nie zawsze się okazują.