Co warto zabrać pod namiot?

*  *  *

Gdzie jedziecie na wakacje w tym roku? Hmmm… Na dwa dni przed rozpoczęciem urlopu do końca nie wiedzieliśmy, czy wsiąść w samochód i przemierzyć 1800 km aby dotrzeć do naszego ukochanego miejsca nad Jeziorem Garda, czy nie spakować się i dołączyć do naszych przyjaciół na Warmii i spać pod namiotami?

Ostatni raz spałam pod gołym niebem na obozie sportowym w podstawówce – warunki spartańskie. Nikt wówczas nie zwracał uwagi na igły i szyszki w śpiworze, które kuły po nocach. Myło się w jeziorze, stołówka zaopatrzona na kilka kolejnych turnusów, bo do sklepu to na piechotę z pół dnia w jedną stronę. Problem z wifi nie istniał, bo co to za ustrojstwo?! Prawdziwa wolność i swoboda. Zatęskniłam za tym tak bardzo, że długo się nie zastanawialiśmy. Spakowaliśmy namiot – nowy, jeszcze z metką i po trzech godzinach z instrukcją obsługi wbijaliśmy śledzie. Pięć pełnych, cudownych dni na świeżym powietrzu. Wyjeżdżając nasza córka miała łzy w oczach z tęsknoty – mamusiu to były najfajniejsze wakacje świata! Pomyślałam sobie, że póki jest w takim wieku, że jeszcze chce z nami jeździć :-) to będziemy częściej pokazywać jej, że wakacje w kontakcie z naturą są fajnie!

Będąc pod namiotem otrzymałam od Was sporo wiadomości typu: co zabraliśmy ze sobą do jedzenia, czy nasza kuchenka gazowa się sprawdza, czy kupowaliśmy jedzenie na miejscu, etc.? Pomyślałam sobie, że może stworzę taki krótki wpis o tym co nam się sprawdziło a co nie. Co prawda daleko nam do harcerzy, ale w końcu nie o to chodzi, a o dobrą, wspólną zabawę!

Jeżeli planujecie organizować jedzenie przy ognisku, to prócz klasycznej kiełbasy i zawiniętych w folię ziemniaków, polecam kupić przed wyjazdem pianki marshmallow. Słodkie paskudztwo, którego na co dzień do ust bym nie wzięła, ale opiekając je na kiju w ognisku, pod gwieździstym niebem uchodzi za najlepszy deser. I dzieci mają dużą frajdę! (dostępne w większości supermarketów, na dziale ze słodyczami lub z dodatkami do wypieków).

Jeżeli nie macie w pobliżu możliwości kupna jaj prosto od hodowcy, to polecam na miejscu wypytać się i kupić od miejscowego gospodarza. Jajecznica z takich jaj zupełnie inaczej smakuje!

Jestem miłośnikiem domowej granoli (przepis tutaj) a na takie wyjazdy doskonale się sprawdza. Przesypuję ją do słoika, w zależności od pory dnia – dzieci są zawsze głodne, tylko nie w tym momencie gdy już wszystko gotowe i nakryte :P – ratuje nie jedną sytuację. Do kolejnych słoików wsypałam zioła (prowansalskie), pieprz, sól, mieszankę ziół do szakszuki, zmieloną kawę, kilka rodzajów herbat, mieszankę bakalii na napad głodu, słoiczek domowych konfitur, cytrynę, kawałek imbiru, czosnek i kilka paczek zapałek (szybko chłoną wilgoć, więc dobrze trzymać je w słoiku).

Decyzja o zakupie kuchenki gazowej była spontaniczna, ale uratowała nam śniadanie. Niecałe kilkadziesiąt złotych (sklep Jula), pakowana w przenośnej walizeczce z butelkami gazu na wymianę. Problem z taszczeniem butli gazowej przestał istnieć. Do zestawu pakuję mój ulubiony garnek żeliwny. Jest dość ciężki, ale sprawdza się w różnych warunkach – można nawet w nim gotować na ognisku i trzyma długo ciepło.

Dzień wcześniej upiekłam ciasto drożdżowe (przepis tutaj) – chętni zawsze się znajdą, a ja nie muszę zadowalać się marnymi goframi z proszku, które zawsze gdzieś w okolicy kuszą… :-)

Jeżeli jedziecie z dziećmi, to do zestawu ,,namiotowicza” polecam spakować huśtawkę, a dla siebie hamak. Być może wyda Wam się niepotrzebnym zabieraczem miejsca, ale na polu kempingowym zrobi furorę! Z myślą o długich wieczorach, polecam zabrać dużo świec, zapachy odstraszające komary, spray przeciwko owadom, gruby koc, latarkę, rozkładany stolik, lampki (takie na choinkę), lampkę w kształcie żarówki do zawieszenia (rozproszone światło) lub słoik z drucikiem, który można zawiesić i długi (kilkunastu metrowy) przedłużacz. Na śniadanie kawiarka.

Dla Hani spakowałam kompas połączony z lupą (świat leśnych owadów pod szkłem powiększającym jest bardzo ciekawy), dziecięcą wędkę, siatkę na motyle (może też służyć jako podbierak na ryby), kilka opakowań baniek mydlanych, badminton, guma do skakania i latarka typu czołówka.

O rzeczach, o których dowiedziałam się na miejscu, że są rzeczywiście przydatne to: plastikowa miska na brudne naczynia (u mnie rolę przenoszenia naczyń spełniał plażowy kosz :P), farelka (jednak noce są chłodne: 9 stopni w sierpniu), więcej domowej nalewki i karty do gry :-)

Z przyjemnością dowiem się, co dla Was jest ważne w trakcie wyjazdów pod namiot? Czy macie swoje ulubione pola kempingowe?

Ten kadr będzie nam towarzyszył w zimowe wieczory. Do następnego razu!