27 sierpnia 2017

Co warto zabrać pod namiot?

*  *  *

Gdzie jedziecie na wakacje w tym roku? Hmmm… Na dwa dni przed rozpoczęciem urlopu do końca nie wiedzieliśmy, czy wsiąść w samochód i przemierzyć 1800 km aby dotrzeć do naszego ukochanego miejsca nad Jeziorem Garda, czy nie spakować się i dołączyć do naszych przyjaciół na Warmii i spać pod namiotami?

Ostatni raz spałam pod gołym niebem na obozie sportowym w podstawówce – warunki spartańskie. Nikt wówczas nie zwracał uwagi na igły i szyszki w śpiworze, które kuły po nocach. Myło się w jeziorze, stołówka zaopatrzona na kilka kolejnych turnusów, bo do sklepu to na piechotę z pół dnia w jedną stronę. Problem z wifi nie istniał, bo co to za ustrojstwo?! Prawdziwa wolność i swoboda. Zatęskniłam za tym tak bardzo, że długo się nie zastanawialiśmy. Spakowaliśmy namiot – nowy, jeszcze z metką i po trzech godzinach z instrukcją obsługi wbijaliśmy śledzie. Pięć pełnych, cudownych dni na świeżym powietrzu. Wyjeżdżając nasza córka miała łzy w oczach z tęsknoty – mamusiu to były najfajniejsze wakacje świata! Pomyślałam sobie, że póki jest w takim wieku, że jeszcze chce z nami jeździć :-) to będziemy częściej pokazywać jej, że wakacje w kontakcie z naturą są fajnie!

Będąc pod namiotem otrzymałam od Was sporo wiadomości typu: co zabraliśmy ze sobą do jedzenia, czy nasza kuchenka gazowa się sprawdza, czy kupowaliśmy jedzenie na miejscu, etc.? Pomyślałam sobie, że może stworzę taki krótki wpis o tym co nam się sprawdziło a co nie. Co prawda daleko nam do harcerzy, ale w końcu nie o to chodzi, a o dobrą, wspólną zabawę!

Jeżeli planujecie organizować jedzenie przy ognisku, to prócz klasycznej kiełbasy i zawiniętych w folię ziemniaków, polecam kupić przed wyjazdem pianki marshmallow. Słodkie paskudztwo, którego na co dzień do ust bym nie wzięła, ale opiekając je na kiju w ognisku, pod gwieździstym niebem uchodzi za najlepszy deser. I dzieci mają dużą frajdę! (dostępne w większości supermarketów, na dziale ze słodyczami lub z dodatkami do wypieków).

Jeżeli nie macie w pobliżu możliwości kupna jaj prosto od hodowcy, to polecam na miejscu wypytać się i kupić od miejscowego gospodarza. Jajecznica z takich jaj zupełnie inaczej smakuje!

Jestem miłośnikiem domowej granoli (przepis tutaj) a na takie wyjazdy doskonale się sprawdza. Przesypuję ją do słoika, w zależności od pory dnia – dzieci są zawsze głodne, tylko nie w tym momencie gdy już wszystko gotowe i nakryte :P – ratuje nie jedną sytuację. Do kolejnych słoików wsypałam zioła (prowansalskie), pieprz, sól, mieszankę ziół do szakszuki, zmieloną kawę, kilka rodzajów herbat, mieszankę bakalii na napad głodu, słoiczek domowych konfitur, cytrynę, kawałek imbiru, czosnek i kilka paczek zapałek (szybko chłoną wilgoć, więc dobrze trzymać je w słoiku).

Decyzja o zakupie kuchenki gazowej była spontaniczna, ale uratowała nam śniadanie. Niecałe kilkadziesiąt złotych (sklep Jula), pakowana w przenośnej walizeczce z butelkami gazu na wymianę. Problem z taszczeniem butli gazowej przestał istnieć. Do zestawu pakuję mój ulubiony garnek żeliwny. Jest dość ciężki, ale sprawdza się w różnych warunkach – można nawet w nim gotować na ognisku i trzyma długo ciepło.

Dzień wcześniej upiekłam ciasto drożdżowe (przepis tutaj) – chętni zawsze się znajdą, a ja nie muszę zadowalać się marnymi goframi z proszku, które zawsze gdzieś w okolicy kuszą… :-)

Jeżeli jedziecie z dziećmi, to do zestawu ,,namiotowicza” polecam spakować huśtawkę, a dla siebie hamak. Być może wyda Wam się niepotrzebnym zabieraczem miejsca, ale na polu kempingowym zrobi furorę! Z myślą o długich wieczorach, polecam zabrać dużo świec, zapachy odstraszające komary, spray przeciwko owadom, gruby koc, latarkę, rozkładany stolik, lampki (takie na choinkę), lampkę w kształcie żarówki do zawieszenia (rozproszone światło) lub słoik z drucikiem, który można zawiesić i długi (kilkunastu metrowy) przedłużacz. Na śniadanie kawiarka.

Dla Hani spakowałam kompas połączony z lupą (świat leśnych owadów pod szkłem powiększającym jest bardzo ciekawy), dziecięcą wędkę, siatkę na motyle (może też służyć jako podbierak na ryby), kilka opakowań baniek mydlanych, badminton, guma do skakania i latarka typu czołówka.

O rzeczach, o których dowiedziałam się na miejscu, że są rzeczywiście przydatne to: plastikowa miska na brudne naczynia (u mnie rolę przenoszenia naczyń spełniał plażowy kosz :P), farelka (jednak noce są chłodne: 9 stopni w sierpniu), więcej domowej nalewki i karty do gry :-)

Z przyjemnością dowiem się, co dla Was jest ważne w trakcie wyjazdów pod namiot? Czy macie swoje ulubione pola kempingowe?

Ten kadr będzie nam towarzyszył w zimowe wieczory. Do następnego razu!

Kategorie:

41 odpowiedzi na “Co warto zabrać pod namiot?”

  1. Ekspres do kawy pod namiot,bez przesady.5 dni da sie wytrzymac na rozpuszczalnej

    • Zosia

      Rozpuszczona, nigdy w życiu :-)

    • Jak pakuje się już i tak sporo rzeczy, to akurat kawiarka, która daje możliwość zaparzenia smakowitej kawy, nie zabiera tak dużo cennego miejsca! A świeża kawka o poranku nałonie natury? To już bezcenne! Rozpuszczalna byłaby profanacją picia małej czarnej w takim wakacyjnym miejscu :) :)

    • Kawiarka to zupełnie coś innego niż ekspres do kawy.

    • Tylko nie kawa rozpuszczalna! :) Kawa z kawiarki jest wyborna, a ten sprzęt nie zajmuje wiele miejsca.

      Cudne wakacje :) Kontakt z naturą, prawdziwa beztroska i radość każdego dnia to dla mnie kwintesencja udanego wypoczynku. :)

  2. Potwierdzam, bez kawiarki ani rusz !

  3. My zawsze zabieramy jeszcze rowery, ewentualnie rolki/wrotki jeśli wiem, że będzie gdzie na nich jeździć.
    Oprócz krzeseł zawsze mamy przynajmniej jeden leżak.
    Dla dzieci gry planszowe, pistolet i pilkę do wody.
    I ciepły polarowy kocyk :)

    • Zosia

      Dzięki za wiadomość❤️Leżaki też nam towarzyszyły, a rowery może w przyszłym roku! Spokojnego wieczoru✨🌙

  4. Przeprowadziliśmy się w tym roku do nowego miejszkania, gdzie nie ma gazu, więc wydałam moją najzwyklejszą kawiarkę. I dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że nie będę miala jak zaparzyć kawy jeśli wybierzemy się w przyszłym roku pod namiot :x

    A wolę nie pić w ogóle kawy, niż pić rozpuszczalną ;)

  5. Moje dzieci też uznałyby takie wakacje za najlepsze na świecie, ale nam, rodzicom, chyba (na pewno?) się nie chce….. jak tu się przekonać?

  6. ja się pytam gdzie namiot??

  7. My właśnie przymierzamy się do zakupu namiotu. Może jakieś rady w tej sprawie?:)

    • Zosia

      Marto, no właśnie to była decyzja, która musiała być podjęta w kilka (kilkadziesiąt) minut. Chcieliśmy, żeby namiot był spory, z tzw. przedsionkiem i sufit był wysoki. Ze wszystkich dostępnych w sklepach stacjonarnych (nie mieliśmy czasu na weryfikacje w necie) polecam brytyjską firmę Regatta. Jest doskonale uszyty, odporny na wilgoć (podwójne warstwy ochronne), przestronny i łatwy w rozkładaniu. Pozdrawiam ciepło i w razie jakichkolwiek pytań śmiało pisz! :-)

    • My lipcu byliśmy pierwszy raz pod namiotem z naszymi dziećmi 5 latkiem i 2 latka. Polecam namiot z Decathlonu taki 4os szaro turkusowy za 500zl byliśmy tylko 5 dni bo pogoda była w mocno w kratkę ale zdał egzamin i nam nie przemókł choc noce były zimneee..:/ aaa co do miejsca bylismy na kempingu na wyspie sobieszewskiej

  8. nigdy nie spałam pod namiotem, trochę bym się bała, że dostaną klaustrofobii jak nocą się obudzę w śpiworze ;)

    • Zosia

      Magdo – tu w komentarzu Ci się przyznam :P – nie wzięliśmy śpiworów, tylko kołdrę :-) Było super domowo :-)

  9. Rodzice zawsze zabierali mnie na wakacje pod namiot i wierzę, że były to najwspanialsze wakacje Hani. Moje też takie były. Gdyby rodzice zabierali nas na zagraniczne eskapady nie bawilibyśmy się z rówieśnikami w podchody i chowanego, nie budowalibyśmy tak cudownych zamków z pisku nad naszym morzem. Zimna woda w morzu, komary i siniaki na nogach nie były problemem. Jak noce były zimne mama robiła nam „bazę” w namiocie i pod wszystkimi śpiworami czytaliśmy bajki. Spakować to co potrzebne pod namiot dzięki rodzicom potrafię o 12 w nocy z zamkniętymi oczami. Do dziś jeżdzimy w TO samo miejsce…..i ten cudownie pachnący, najpiękniejszy las który tam jest. Umawiamy się wszyscy razem. Pogorzelica jest naszym wakacyjnym, rodzinnym miejscem spotkań. Nie ważne gdzie, ważne z KIM :) <3
    PS Na polu namiotowym oczywiście co roku spotykamy stałych bywalców :)
    Pozdrawiam :)

    • Zosia

      Agato, jak mi miło czytać:)))) Wspaniałe wspomnienia, mam nadzieję że moja córka też będzie miała podobne :-) Pozdrawiam ciepło i zaraz wyszperam gdzie jest Pogorzelica ;-)

    • Pogorzelica to również moje miejsce na świecie ….od kilku lat na wakacje , choć z urodzenia jestem Warmianką i uwielbiam tamtejsze klimaty jeziorem od 17 lat ( po ślubie 😊) jestem Szczecinianką i Pogorzelica to cudowne miejsce dla rodzin z dziećmi i ….psami. My wynajmujemy tam domeczek drewniany na lato i odcinamy się od…..życia. Klimat, leśne jagody i jeżyny, spacery i morze…..czy może być coś piękniejszego

      …pozdrawiam a Tobie Zosiu polecam😚

    • Zosia

      Aga dziękuję za wiadomość. Będę myśleć :-)))

  10. Na biwaki jeździmy od kilku lat, mamy „swoje” miejsce w lesie nad jeziorkiem, kilkadziesiąt km od Trójmiasta. Zapach lasu, odgłosy ptaków i wieczorny rechot żab – wszystko to powoduje, że wypoczywamy tam najlepiej na świecie :) (pomimo komarów i os, w zależności od roku). Co roku również spotykamy się z tymi samymi „biwakowiczami”, którzy pochodzą z różnych miejsc w Polsce i naprawdę nie mogę doczekać się tych spotkań. Niby każdy oddzielnie ale razem. W tym roku to aura pogodowa szczególnie nas zbliżyła ponieważ byliśmy na biwaku akurat w czasie nawałnicy, nie w jej centrum, nie mniej jednak najedliśmy się strachu. Na drugi dzień rano wszyscy solidarnie pomagali sprzątać pole namiotowe :)
    Spędzanie czasu na łonie natury, z dala od tłumów turystów, nie ma porównania z żadnym innym wypoczynkiem. Na biwak zawsze zabieramy ze sobą rozstawianą wiatę, w której organizujemy kuchnię polową, a która osłania nas od deszczu i wiatru, krzesła z oparciami, rozkładany stół, hamak, świece itp. na komary, latarki (każdy ma swoją), wędki, rowery, książki i gry. Co roku z wielkim utęsknieniem czekamy na pierwszą jajecznicę ze świeżo zebranymi kurkami, smażone płotki, które pochłaniamy w całości, w każdej ilości :) ale ten raz do roku naprawdę nie wariujemy jeżeli trzeba zjeść gotowe danie ze słoika, konserwę turystyczną, zupkę „knora” z paczki na rozgrzanie czy lekko czerstwe pieczywo :). Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu!!!

  11. Zosiu fajny, przydatny post. Muszę przyznać, że coraz vzęściej tu zaglądam. P.S. Uwielbiam Twojego Insta❤️

  12. Kochana, a powiesz nam gdzie rzeście byli? Jaka to miejscowość?

  13. Hahaha, ta huśtawka to meeeeega pomysł❤️❤️❤️Ale mają z Tobą wesoło!

    Buziaki!

  14. ja pod namiot biorę zawsze taki malutki grill, bo uwielbiam kukurydzę z grilla :) piękne zdjęcia

    • Zosia

      👌tak, o grillu zapomniałam napisać, ale też zabraliśmy! Pozdrawiam ciepło!

  15. Zgadzam się, na łonie natury natury odpoczywa się najlepiej:) W latach 90-tych jeździłam jeszcze z rodzicami i siostrą pod namiot do Kątów Rybackich. To były czasy… Rano tata chodził do rybaków i kupował świeże flądry, mama je smażyła na butli gazowej, a potem wszyscy razem zajadaliśmy. Pamiętam, że mieliśmy drewniany składany stolik, który zrobił specjalnie na ten wyjazd tata. W tym roku byłam na fajnym kempingu w Szwecji, ale nocowaliśmy w domku. Kiedyś na pewno wybierzemy się z dziećmi pod namiot. Niesamowita przygoda:) Pozdrowienia!

    • Zosia

      Domek w Szwecji to też jeden z naszych z planów na wakacje :-)) A gdzie dokładnie byliście? P.S. Flądry smażone na butli gazowej – ale szał :-)))

  16. Zosiu, byliśmy na First Camp Oknö koło Mönsterås. Piękne otoczenie, dobra lokalizacja, jeśli chce się zwiedzić pd.-wsch. część Szwecji samochodem: blisko na Olandię, do Królestwa Szkła i nie tak daleko do wspaniałego świata Astrid Lindgren w Vimmerby oraz uroczej wioski Bullerbyn. Więcej informacji na: https://inspirowanenatura.wordpress.com/2017/08/10/dlaczego-warto-wybrac-szwecje-na-urlop/

    • A flądry oczywiście smażone na małej patelni, ale na butli gazowej :) Smak niezapomniany. Wiesz, Twój wpis przypomniał mi tamte trochę już odległe czasy…

  17. A jaki namiot wybraliscie? U nas spisal sie swietnie ten ze spokey, a dzieciaki nas nie chcialy dopuscic do skladania :D Caly czas wspominaja szalona wyprawe i nie chca juz zadnych hoteli czy pensjonatow. Milo slyszec, ze nie wiele im do szczescie potrzeba :)

  18. Biwaki to jest super sprawa ! Ja byłam harcerką przez co 6 lat z rzędu nocowałam w lesie w namiocie po 3 tygodnie i nie wyobrażam sobie wakacji bez kilku dni pod namiotem . Powiem więcej – w żadnym super hoteluz pięknym widokiem i pysznym jedzeniem nie czuje się tak dobrze jak pod namiotem. Teraz zabieram tez swoją 4 letnią córkę która już 5 razy była z nami na biwaku ( polecam camping łęg w Pieninach ) i mojego 11 letniego brata ( jestem jego rodziną zastępczą)

    Hamak rozwieszony przy namiocie w lesie – nie można sobie wymarzyć lepszej drzemki. Nie dodałabym już chyba nic do tej listy – kawiarka musi być !! 🙂

    W nocowaniu pod namiotem najbardziej lubię bliskość natury i to ze nie trzeba wcześniej nic rezerwować . Można po prostu wybrać kierunek , jechać i się rozbić . Bardzo to przyjemne i proste. Lubię jak dzieciaki biegają po nocy z latarkami na czole, znajdują sobie mnóstwo zabaw mając do dyspozycji tylko to co w lesie, lubię te nasze śpiewy przy ognisku i zakopywanie się w śpiworze ( nasz rekord temperatury w tym roku to 6 stopni w nocy w górach- byłam pewna ze wszyscy dostaną zapalenia płuc a tymczasem nikt nie miał nawet kataru). pozdrawiam !😘

    • Zosia

      Monika nawet nie wiesz jak się cieszę, że napisałaś! Musisz być super, tak fajnie się to czyta!😎

  19. na wyjazd pod namiot super są silikonowe składane koszyki/wiaderka (były takie w Biedronce w wakacje za 20zl), nie zajmują miejsca w aucie, a bardzo się przydają przy gotowaniu, naczyniach itp. oprócz tego kieszonki-organizery do zawieszenia na ścianie namiotu, plastikowe, składane półeczki na kółkach, dodatkowa plandeka ze sklepu budowlanego do zawieszenia przed namiotem jest przedłużeniem dachu i spełnia rolę „ganku”, lampki zasilane bateriami (nie trzeba rozciągać wszędzie kabli) i koniecznie linka na pranie/ ręczniki

  20. Woreczek-siatka do prania delikatnych ubrań. Przydaje się gdy idziemy pod prysznic z żelem, szamponem i myjką, a nie chcemy brać kosmetyczki, z która zawsze jest problem gdzie położyć (na ziemi mokro, półki często brak lub brudna itp). Zawieszam wtedy taką siatkę nawet na prysznicu, może się zmoczyć, ale szybko wysycha a w środku są tylko kosmetyki w szczelnych opakowaniach, więc nic się nie dzieje.
    Olejek w małej buteleczce – do twarzy i ciała, uniwersalny nawilżacz.
    Kilka metrów cienkiej linki alpinistycznej z marketu budowlanego – na pranie, ale też do zreperowania np urwanego paska z namiotu lub jako sznurówki.
    Najcieńsza folia malarska np 5×6 m, do okrycia przeciekającego namiotu.
    Grzane wino :D – gotowa mieszanka, przydatna o każdej porze roku, zawsze może być moment na rozgrzanie się, szczególnie gdy pada i wieje; po dodaniu większej ilości cytryny ratuje przed przeziębieniem.
    Gotowe mieszanki przypraw – uratują każde danie.
    Jakakolwiek szmatka/ścierka – np do wycierania podłogi w namiocie; prosta rzecz, ale warto zapamiętać.

    generalnie jestem minimalistką i pod namiot staram się brać jak najmniej rzeczy, choć i tak zawsze się coś uzbiera :) pozdrawiam

Dodaj komentarz