
Wydanie książki własnym sumptem w dzisiejszych czasach nie jest proste. Świat przyspieszył, media żyją chwilą, a wszystko bardzo szybko się zmienia i traci na znaczeniu. Sam moment pisania jest dla mnie najbliższy – to etap, który daje mi największą radość. Później jednak przychodzi codzienność: redakcja, korekty, poprawki, decyzje, których nikt za autora nie podejmie. A na końcu sprzedaż – etap, z którym zawsze było mi najtrudniej.
Przy moich wcześniejszych książkach wiele rzeczy działo się naturalnie. Nie musiałam myśleć o kanałach sprzedaży, obecność w Empiku była oczywista (..i to nie jest reklama). Największym wyzwaniem były dla mnie wystąpienia w publicznych telewizjach i programach śniadaniowych – na samą myśl o nich potrafił pojawić się zawrót głowy, dlatego przez lata unikałam ich świadomie. Z czasem nauczyłam się jednak, że można iść własną drogą. Samodzielnie, na mniejszą skalę, bez zaplecza dużych wydawnictw, ale w zgodzie ze sobą. Dziś wartością stało się dla mnie tworzenie autorskich wydarzeń wokół książki i spotkania z ludźmi, którzy myślą podobnie i z którymi dobrze się pracuje. To nie jest droga łatwiejsza, ale jest moja — i nie byłoby jej bez Czytelników mojego bloga. I za to Wam dziękuję.

Przenieśmy się zatem jeszcze na chwilę do czwartkowego wydarzenia i zacznijmy od kluczowego pytania: jak wyczarować spotkanie nad morzem w stylu après-ski? To wcale nie kwestia miejsca, ale nastroju….sami zobaczcie!


Wymyśliłam sobie stojaki na precle. Żeby jednak znaleźć takie, które pasowałyby do doskonałego wnętrza restauracji przejrzałam pół internetu… aż okazało się, że stojaki na biżuterię są jedyną formą, którą mogliśmy zaakceptować. I powiem Wam, że nikt się nie spostrzegł.


Rodzina męża mojej znajomej jest właścicielami tych nart. A historia jest jeszcze piękniejsza – jeździł na nich jej dziadek. I gdy pomyślę, jakich umiejętności to wymagało, mam wrażenie, że dziś, na carvingach, niemal każdy zjedzie bez większego przygotowania.


Formuła tego spotkania miała charakter towarzyski – bo jak już mnie znacie, dla mnie najważniejsza jest rozmowa. Jedzenie było pretekstem do spotkań, wymiany myśli i bycia razem. A dla tych, którzy nie zdążyli lub chcą wrócić do smaków – jeszcze przez tydzień (do 26.01.) będzie można spróbować specjalnej wkładki: dań kuchni Południowego Tyrolu pochodzących z mojej książki i odtwarzanych przez doskonały Zespół restauracji Fikka.
[autopromocja]
Właśnie zarezerwowałam wrześniowy urlop w Innsbrucku i już mi cieplutko na sercu, jak myślę o tym 🥰🌲🏔️ Gratuluję wspaniałej książki ☺️🌸