*    *    *

   Co Ci Włosi mają w sobie, że mieszkańcy Trójmiasta tak lgną w ich strony, nawet po widok ośnieżonych stoków?!

O moimi zachwycie nad Południowym Tyrolem, pisałam już dwa lata temu (tutaj link). Wówczas na zaproszenie podziwianego przeze mnie Szefa Kuchni, odznaczonego 3 gwiazdkami Michelin, Norberta Niederkoflera uczestniczyłam w wyjeździe prasowym, promującym lokalną kuchnię górską, w oparciu o zrównoważony rozwój regionu.

Spokój, roztaczająca się harmonia i szacunek ludzi do ziemi sprawia, że człowiek po prostu chce tu być. Im bliżej poznawałam tę część Włoch, tym bardziej chciałam tu powrócić. Udało się ponownie. W rodzinnym gronie mojego cierpliwego męża, odważnej siedmiolatki, której niestraszne są czarne trasy zjazdowe, wytrwałej Babci, która podążała z wózkiem po pieszych szlakach górskich i w towarzystwie dwu i półmiesięcznego syna, który tę podróż będzie pamiętał dzięki tym zdjęciom!

Tworząc ten wpis, zastanawiałam się w jakim charakterze go przygotować. Pytacie mnie w wiadomościach, jak przeżyć podróż z takim maleństwem i czy się nie obawiałam się, że jest za mały. Zawsze w takich sytuacjach myślę sobie, że dopóki my jesteśmy przekonani do wspólnej wyprawy i faktycznie odczuwamy ogromną radość, to będzie OK. :)

Aby zaoszczędzić czas i siły naszego najmłodszego podróżnika, udaliśmy się samolotem do miejscowości Bergamo i stamtąd z paroma przystankami (m. in w Brescia) do narciarskiego raju Kronplatz a dokładnie do miasteczka San Vigilio di Marebbe.

Wielokrotnie przyznawałam Wam się do mojej miłości do nart – to chyba jedyny sport w którym lubię prędkość i sprawia mi ona przyjemność. Bez obecności mojej Mamy, trudno by nam było połączyć logistyczną podróż. W trakcie, gdy my odkrywaliśmy niekończące się trasy narciarskie (m.in. tzw. czarną piątkę, czyli pięć wymagających czarnych tras o łącznej długości 44 kilometrów), moja Mama wędrowała z wózkiem po ośnieżonych trasach przeznaczonych do pieszych wędrówek. Na karmienie umawialiśmy się o ustalonych godzinach w ulubionym schronisku.

W całej prowincji Południowego Tyrolu są specjalnie przygotowywane szlaki dla chętnych na zimowe spacery – zarówno dla pieszych (np. rodziców z wózkami) jak i dla zwolenników nordic walking lub nart biegowych. Infrastruktura jest tak mądrze pomyślana, że przewiduje na początku tras wytyczone miejsca do swobodnego przebrania się, założenia nart (tam też mogłam przewinąć syna, nie marznąć na wietrze). Gdybyście byli zainteresowani zimowymi wędrówkami, to zajrzyjcie tutaj, gdzie możecie zaplanować wymarzoną trasę.

Wygodne i oznakowane przejścia kierują do punktów widokowych, zapuszczają się w ośnieżony las i prowadzą pod próg gościnnych schronisk.

W przerwie od jazdy na nartach, czekały na nas wspaniale przygotowane szlaki dla pieszych. To doskonały moment na bliższe poznanie górskich zakątków. Przydrożne kapliczki i liczne schroniska umilały nam ten wspólny czas.

A tak wyglądają dwie szczęśliwe narciarki!

Nie bez powodu zapuszczamy się po raz kolejny w te rejony. Południowy Tyrol słynie ze wspaniałego jedzenia i kultu lokalnych produktów. Knedle ze szpinakiem i strudel jabłkowy to klasyka południowotyrolskiej kuchni.

Na deser, prócz orzechowego tiramisu lub apfelstrudla, polecam zamówić austriacki germknödel, czyli okrągła drożdżowa pyza, nadziewana powidłami śliwkowymi. Podaję się ją z kremem waniliowym i obsypuje makiem oraz cukrem pudrem.

Miłość i opieka do czworonogów jest zauważalna na każdym kroku. Każda spotkana przez nas psina oczywiście otulona w zimowy kubraczek. Po powrocie obiecałam sobie, że uszyjemy naszemu Guciowi pikowaną wersję zimową.

Widok zachodzącego słońca w trakcie powrotu do naszego apartamentu. Przez pełne osiem dni słońce umilało nam jazdę na stoku. Wybierając tę część Włoch mamy pewność, że zastaniemy słońce. Tutaj na bieżąco sprawdzaliśmy stan pogodowy.

Krajobraz Południowego Tyrolu uosabia naturalne piękno i aby tu odpocząć nie trzeba koniecznie jeździć na nartach, szczególnie, gdy ma się małe dzieci. Na etapie planowania wyjazdu można wziąć pod uwagę również inne atrakcje, np. przejażdżkę saniami, łyżwiarstwo, kuligi lub jazdę na torach saneczkowych.

W każdym schronisku (niezależnie od wysokości) są udogodnienia dla rodziców z dziećmi. W godzinach szczytu, czyli ok. godziny 13:00, kiedy część szkółek narciarskich kończy swoje lekcje, bywało dość tłoczno. Gdy akurat wypadała pora karmienia, podpytałam kelnera, czy jest ustronne miejsce, gdzie mogłabym w spokoju nakarmić dziecko. Nigdy nie usłyszałam odmowy a wręcz przeciwnie, zawsze wskazywali mi miejsce (to, o czym teraz sobie pomyślałam, to przewijak również w męskiej toalecie :)).

Mniej więcej do godziny 12:00 w restauracjach na stokach można zastać takie pustki, jak na powyższym zdjęciu. Później zaczynają się zjeżdżać tłumy wygłodniałych narciarzy. Nie byłabym sobą, gdybym nie zamówiła ulubionego deseru (najlepiej jednak smakuje na drugie śniadanie:)). Kaiserschmarnn, bo o nim mowa, czyli szarpany omlet jajeczny z duszonymi śliwkami lub jabłkami.

Kronplatz należy do jednych z najbardziej nowoczesnych ośrodków narciarskich w Europie. To co mnie zaskoczyło, to liczne możliwości turystyczne i nieskończenie długie trasy zjazdowe.

Na płaskim szczycie stoi największa w Alpach dzwonnica, która o godzinie 12:00 wybija dźwięki, parę schronisk (polecam posiłek w Corones) oraz zaprojektowane przez słynną architekt Zahę Hadid Muzeum Messnera poświęcone historii alpinizmu.

A dla prawdziwych koneserów wykwintnego jedzenia polecam odwiedziny w świeżo otwartej restauracji AlpInn. Restauracja znajduje się w szklanym pawilonie w sąsiedztwie muzeum górskiej fotografii Lumen, z przepięknym widokiem na panoramę gór. Czynna do godziny 16:00 czyli do momentu działania wyciągów (warto zarezerwować stolik przez stronę).

W otoczeniu nowoczesnej architektury, zapierających dech w piersiach ośnieżonych szczytów górskich można wypróbować mini arcydzieła kulinarne spod ręki Szefa kuchni z 3 gwiazdkami Michelin.

Koncept kulinarny restauracji AlpInn zakłada, że kucharze podają potrawy ugotowane wyłącznie z lokalnych produktów.

To co na zdjęciu widzicie, to podana na sianie zupa cebulowa (cebula wcześniej była ugotowana w popiele, a następnie upieczona). Zgodnie z ideą zero waste i siano i popiół nadają charakter i specyfikę miejsca.

Słońce powoli zbliża się ku zachodowi a my zbieramy siły na powtórne zjazdy! P.S. Gdybym miała powtórzyć naszą wyprawę, przede wszystkim wzięłabym mniej ubrań dla maluszka (fajne jest wspólne pranie ręczne po kąpieli), zdecydowanie mniej bym się przejmowała, czy maluszek zniesie podróż i zapakowałabym na powrót więcej parmezanu :)

Kategorie:

39 odpowiedzi na “NO KIDS NO FUN czyli nasza południowotyrolska przygoda!”

  1. Jak zobaczyłam Twoje zdjęcia pokazujące, że jesteście z synkiem za granicą pomyślałam – ale odważni! A potem przypomniałam sobie jak z moją trzymiesięczną córeczka spałam w schronisku i wchodziłam o świcie na Babią Górę :)

  2. Szczerze podziwiam! Z moimi dziećmi nie miałam czasami nawet jak wyjść z psem na spacer a co dopiero taki wyjazd🙈

    • Zosia

      …a to tylko tak się wydaje!🤪 Chociaż faktycznie czasami są takie dni, gdzie nawet najmniejszy podmuch wiatru przeradza się w silną burzę! (coś też o tym wiemy😎). Niemniej jednak życzmy sobie jak najwięcej małych/większych wyjazdów. Uściski!

    • I ja również Wam życzę 😘 podejmuj częściej takie tematy, jesteś bardzo wiarygodna i przekonująca, a dla mnie fajnie móc spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy i zabrać coś z tego dla siebie😊

  3. PARMEZAN!!! Co prawda, nie jest przysmakiem regionalnym w Pld Tyrolu, ktory jak sama nazwa mowi jest bardziej Tyrolem, Austria niz Wlochami – 62% mieszkancow jako jezyk ojczysty uzywa niemieckiego, a regionalne przysmaki naleza jednak do austriackiej kuchnii. Swiezy PARMEZAN, wytwarzany regionalnie jedynie w prowincjach: Parma, Reggio Emilia, Modena, Bolognia i Mantua, kupiony nawet w tej czesci Italii, krojony z kregu na wage, to jest niebywaly rarytas. Ten kupiony w PL jest jedynie fatalnym i niezrozumialym erzacem, kiedys dobry parmezan byl dostepny w nieistniejcej juz Almie. Bedac ostatnio we Wloszech, pod koniec listopada na urodzinach mojej wloskiej kuzynki, przywiozlam samolotem 3kg, po poltora roznie dojrzalych i do dzis, po uplywie ponad dwoch miesiecy pozostalo po 1/3 z kazdego. Mozna go swietnie przechowywac owinietym grubo w papierowy recznik z rolki w lodowce. Parmezan stosowany jest nie tylko jako starta posypka, dodatek do potraw, np wloskie babcie serwuja wnuczkom parmezan do jedzenia w kawalkach, tak samo jak polskie babcie rosol, na przeziebienie. Doskonaly deser stanowi polaczenie parmezanu z gruszka. Parmezan to smakowy, uniwersalny poemat.
    PS czekam z utesknieniem na sprawozdanie z pobytu w Wenecji. :)

  4. Pani Zosiu, wyjaśni Pani o co chodzi z ta zupą cebulowa na sianie? cebule sie zalewa bulionem? nie nie rozumiem :D
    pozdrawiam cała Rodzine

    • W lupinach wydrazonej cebuli , znajduje sie krem z cebuli gotowanej w popiele, na wierzchu dodane kawalki marynowanej cebuli (gatunku Tropea?), calosc zapiekana z serem. Siano sluzy jedynie do dekoracji. Taka porcyjka wielkosci wiekszego czekadelka stanowi jedynie mala przystawke. Cena zalezna od miejsca, wiec 16€ za porcje raczej adekwatne.

  5. Nie zawiodłam się ;-) Przepiękne krajobrazy i zdjęcia. Aż zachciało mi się wyjechać w góry, choćby pobliskie, gdzie jest śnieg. :-) Właśnie zaczęłam ferie, więc liczę na to, że się uda . Pozdrawiam!

    • Zosia

      Aniu, to pozostaje nam życzyć Tobie samych opadów ❄️❄️❄️ i wspaniałej zabawy! Pozdrowienia!

    • Dziękuję serdecznie :-* Ostatnio jestem baaardzo zmęczona pracą, więc taki wyjazd pewnie dobrze by mi zrobił. ;-)Uściski!

  6. Piekna podróż i piekne zdjęcia:)
    Pani Zosiu mam takie pytanko dotyczące nosidełka bo widzę że ma Pani synka w nosidełku też się zastanawiałam nad nim a mam miesięczną córeczkę i nie wiem czy to nie za wcześnie a Pani od kiedy zaczęła go używać dla synka. Z góry dziękuję za odpowiedź i przesyłam pozdrowienia. Rzeszowa:)

    • Póki dziecko nie trzyma głowy samodzielnie lepsza jest chusta niż nosidło. Wręcz nosidło nie jest zalecane, chyba że ze specjalna wkładką dla noworodków.

    • Do nosidła dziecko musi samodzielnie siedzieć. Wcześniej jest to bardzo źle,nie zdrowe.dla takich maluchów tylko chusta

    • Zosia

      Marto w kwestii nosidełka, to jest wersja specjalnie przeznaczona od pierwszych tygodni dziecka, ze specjalną wkładką podtrzymującą głowę. Chustę również gorąco Ci polecam ale z własnego doświadczenia wiem, że każdy musi sam wypróbować i przekonać się do najlepszego rozwiązania dla dziecka i siebie. Uściski!

  7. Och Zosiu! Jak zwykle Twoje relacje z podróży są przepiękne, że chce się tu i teraz rzucić wszystko i jechać w to miejsce z opowieści. Magiczne zdjęcia, cudowne góry i wspaniały rodzinny wyjazd 😊 Pozdrawiam z Warszawy

    • Zosia

      Kochana Olgo❤️😇dziękuję za ciepłe słowa! Mam nadzieję, że chociaż troszkę zachęciłam do wyjazdu😎⛰Dobrej nocy!

  8. Super wpis! Piękne zdjęcia i piękne widoki :-)

  9. Jesteście piękni i dlatego wszystko dookoła też takie jest:)I nie ma w tym przesady.Tak po prostu:)
    Aga.

  10. Pani Zosiu, nie poleca się noszenia w tym nosidle. Naturalnie ostatnie zdanie należy do Pani, natomiast jest to jedno z gorszych nosideł, a raczej wisiadeł. Zaleca się używać nosideł gdy dziecko samodzielnie usiądzie.
    Pozdrawiam serdecznie
    Uwielbiam Pani blog, przepisy i zdjęcia
    Jest Pani piękną kobietą

    • Zosia

      Pani Anno dziękuję za wiadomość i za troskę, ta wersja nosidełka była indywidualnie konsultowana z ortopedą. Myślę, że nie ma obaw. Pozdrawiam ciepło!

    • Dzień dobry, a co to za nosidło? Będę bardzo wdzięczna na informacje, bo szukam najlepszego rozwiązania dla mojego malucha. Pozdrawiam serdecznie z wietrzego Poznania!

  11. Przepiękne zdjęcia. Kiedys bede musiała się tam wybrać z rodziną zimowa pora. Tyrol jest cudowny. My z mężem i synem przeważnie jeździmy ale w austriacka część i nie na narty Ale na rowery latem. Nie śpimy w hotelu tylko wynajmujemy mieszkanie w takiej tyrolskiej chatce w górach. Widoki stamtąd sa przepiękne. Kuchnia regionalna przepyszna. Nie mam porównania co prawda z eleganckimi hotelami i restauracjami Ale nawet w małych restauracjach sa bardzo życzliwi. Pozdrawiam

    • Zosia

      Anno my też wolimy zaciszne chatki – w takich okolicznościach przyrody dopiero można wypoczàć! A Austria pod tym względem jest cudowna! Pięknego dnia☀️

  12. Nie zawiodłam się i tym razem- dziękujemy Zosiu, myślę że sporą ilość info wykorzystam do naszego przyszłego wyjazdu….w ubiegłym roku trż Twoje rekomendacje się przydały (zupa w sianie do dzisiaj jest w naszej panięci)
    Pozdrawiamy!

  13. Przepiękna relacja! Dziękuję Zosiu za uwzględnienie we wpisie praktycznych porad odnośnie podróży z małym dzieckiem. Czekałam na takie informacje. :) Zbieram je z nadzieją, że za kilka miesięcy sama z nich skorzystam z moją (jeszcze w brzuchu) córką.

    Ściskam mocno z deszczowej i wietrznej Warszawy.

  14. Wspaniały, rodzinny wyjazd, musieliście wrócić pełni dobrej energii!

  15. W zeszłym roku o tej porze mój synek miał 2 miesiące i też wybraliśmy się na rodzinny wyjazd narciarski do Włoch. Wiele osób kwestionowalo nasz pomysł, ale my byliśmy przekonani, że chcemy, możemy i że na pewno się uda. Byliśmy we czwórkę bez babci. Mąż wychodził na stok wcześniej, ja z dziećmi ok.11, bo wtedy synek miał długą drzemkę i mogłam zostawić go z mężem i poszusowć do 14-15 z 5 letnia córką. Na koniec wyjazdu okazało się, że ja Matka Polka karmiąca przejechałem więcej kilometrów niż moje bezdzietne koleżanki 🙂

  16. Nieodmiennie lubie tu zaglądać. Zawsze czuje niedosyt, kiedy docieram do końcowej kropki. Posiada Pani niezwykłą umiejętność operowania słowem, ktora każdy wpis czyni ciekawym. Ciesze się, że są jeszcze ludzie, ktorzy w tak piękny i czuły sposób piszą o swoich bliskich. W dzisiejszym świecie, gdzie ludzie potrafią być dla siebie okrutni, obojętni, rodzinę traktują przedmiotowo a zamiast miłości jest ból i tesknota, Pani udowadnia, że można być tak zwyczajnie normalnym.
    Pozdrawiam serdecznie.

  17. Zosiu pozdrów ode mnie swoją mamę! Jestem pod ogromnym wrażeniem pomocy, którą Wam daje. Ja mogę tylko pomarzyć o takiej wyrozumiałości ze strony mojej mamy. Gratuluję rodziny i ciepła jakie bije z każdego zdjecia, z którym się z nami podzieliłaś.
    Serdeczności, Marta.

  18. Czesc, mamy ten sam wozek :-) jest idealny w terenie :-) i miescie :-)

  19. Południowy Tyrol kocham. Staram się co roku szusować pięknymi, długimi trasami. Ludzie cudowni, pyszna kuchnia. Klimat nie mający sobie równych.
    A za 5 lat polecam trasę Słowacki Kras z dziećmi. Po latach zastanawiałam się jak lekkomyślni byli rodzice (czyli my). Za to czas, który z nimi spędzałam wtedy, teraz procentuje.
    Jeśli ma się energię, cierpliwość i ….(wpisz czytelniku, to co jeszcze uważasz) to każda podróż jest do ogarnięcia.

  20. Piekne zdjecia, piekny Tyrol! Urodzilam coreczke w tym samym czasie, niestety jest przewlekle chora. My, podroznicy zapalency, juz jestesmy informowani z kazdej strony, od rodziny i znajomych, ze „skonczyly sie Wam te wyjazdy”. Rozmawialam z rodzicami chorych na te sama chorobe dzieci, wszyscy mowia, ze trzeba zyc normalnie, jak dotad. Napisalas wazne slowa: „dopóki my jesteśmy przekonani do wspólnej wyprawy i faktycznie odczuwamy ogromną radość, to będzie OK”. Bedac w ciazy, bylam na Cykladach i Sycylii i tez rodzina pukala sie w glowe: ze to nieprzemyslane, nierozsadne… a ja bylam przekonana, ze chce tego i dobrze mi to zrobi! I zrobilo, a jak! Odpoczelam, pojadlam pysznosci, po prostu same piekne chwile. Usciski i pozdrowienia, duzo zdrowia dla Was :*

    • Zosia

      Kamilo dziękuję Ci bardzo za Twoją wiadomość. Jesteście bardzo dzielni ❤️ Jak ktoś ma duszę podróżnika to z wszystkimi przeszkodami sobie poradzi! Mocno trzymam za Was kciuki❤️🍀

  21. Zosiu skąd okulary w panterkę?

Dodaj komentarz