Skip to main content

NIE PRZEGAP SEZONU! CO KUPOWAĆ NA STRAGANIE W CZERWCU.

Czerwiec to jeden z tych miesięcy, na które czekam przez cały rok. Stragany wreszcie zaczynają uginać się od prawdziwie sezonowych skarbów, a ja z przyjemnością wracam do smaków, które pamiętam z dzieciństwa.

Najbardziej cieszę się zawsze na pierwszy bób. Gdy tylko pojawia się na targu, kupuję go bez zastanowienia. W naszym domu od lat pielęgnujemy zabawną tradycję – kiedy po raz pierwszy w danym roku jemy jakieś sezonowe warzywo lub owoc, trzeba pociągnąć się za lewe ucho. Podobno na szczęście. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale przy pierwszym bobie zawsze pamiętamy o tym rytuale.

Bób najbardziej lubię ugotowany tak, żeby można go było jeść razem ze skórką. Część zjadamy od razu, jeszcze ciepłą, a część trafia na patelnię. Podsmażam go z czosnkiem, dużą ilością koperku i pancettą, a na koniec całość oprószam solą wędzoną. To jedno z tych prostych dań, które smakuje jak początek lata.

Fasolka szparagowa, szczególnie ta cienka, zielona. W mojej opinii jest znacznie delikatniejsza od żółtej i potrzebuje naprawdę niewielkiej obróbki termicznej. Gotuję ją zaledwie 8–10 minut we wrzącej, osolonej wodzie, a następnie od razu przekładam do miski z lodowatą wodą. Dzięki temu zachowuje piękny kolor i przyjemną chrupkość.

Najczęściej podaję ją z fetą. Ser mieszam z sokiem z cytryny, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, odrobiną sosu sojowego i dużą ilością świeżego koperku. Powstaje kremowy, wyrazisty sos.

I jeszcze szparagi. W czerwcu mogłabym jeść je niemal codziennie. Najbardziej lubimy je al dente, z całymi, podprażonymi migdałami i dressingiem przygotowanym z oliwy, miodu, musztardy oraz octu jabłkowego. To jedno z tych dań, które pokazuje, że kilka prostych sezonowych składników potrafi stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. 

Na moim straganie obowiązkowo lądują też kaszubskie truskawki. Słodkie, pachnące i soczyste. Część trafia do ciast, koktajli czy deserów, ale najwięcej znika po prostu bez żadnych dodatków. Jak co roku, kilka kobiałek porcjuję i zamrażam na zimę.

Czerwiec to także czas botwinki. Nie wyobrażam sobie początku lata bez chłodnika z zakwasem buraczanym, maślanką, jajkami ugotowanymi na twardo i pokrojonymi rzodkiewkami, ogórkami gruntownymi, koperkiem, lubczykiem i młodym szczypiorkiem.

Skład:

(przepis na 4 osoby)

1 pęczek botwinki (mogą być dwa)

ok. 600 ml wody

4-6 ząbków czosnku

4 ogórki gruntowe

4 ogórki małosolne

4 jajka, ugotowane na twardo

garść posiekanego koperku

garść posiekanego szczypiorku

4-6 rzodkiewek

ok. 150 ml śmietanki 30 lub 36% (opcjonalnie jogurt grecki)

ok. 300 ml zakwasu z buraków lub soku z buraków (zakwas możecie sami przygotować – tutaj przepis)

ok. 500 ml maślanki lub kefiru

2 łyżki cukru

sól morska i świeżo zmielony pieprz

A oto jak to zrobić:

  1. W żeliwnym garnku podsmażamy na maśle posiekany czosnek, następnie dodajemy pokrojoną botwinkę (razem z liśćmi) oraz cukier. Całość mieszamy i smażymy przez kilka minut. Następnie dodajemy wodę i gotujemy na małym ogniu przez 15 minut lub do momentu, aż botwinka zmięknie. Odstawiamy do ostygnięcia.
  2. Gdy botwinka ostygnie dodajemy maślankę lub kefir, śmietankę i zakwas. Mieszamy i dorzucamy pozostałe posiekane warzywa wraz z plastrami jajek. Doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem. Przed podaniem schładzamy minimum 1 godzinę w lodówce.

A tu znajdziecie przepis na tartę z botwinki!

Prawdziwym hitem lata są jednak u nas pomidory malinowe. To danie uwielbiają nie tylko Hanusia i Teoś, ale także ich rówieśnicy i liczne kuzynostwo, które przyjeżdża z Warszawy. Za każdym razem proszą o dokładkę i nie mogą uwierzyć, że tak prosty sos może mieć tak intensywny smak.

Dojrzałe pomidory malinowe rozkładam na blasze razem z kawałkami czerwonej papryki, cebuli, gruszki i całą główką czosnku. Całość piekę w temperaturze 200°C przez około 12–15 minut, aż warzywa lekko się skarmelizują i nabiorą głębi smaku. Następnie wyciskam upieczony czosnek z łupinek i wszystkie składniki blenduję partiami na gładki sos. Pod koniec dodaję 2–3 łyżki dobrej oliwy z oliwek oraz fetę lub ricottę. Jeśli mam ochotę na bardziej maślany, aksamitny smak, dorzucam jeszcze kilka cienkich plasterków masła.

Tak przygotowany sos mieszam z ugotowanym spaghetti i podaję z dużą ilością świeżo startego parmezanu. To jeden z tych przepisów, które najlepiej pokazują, jak niewiele potrzeba, gdy sezonowe warzywa są naprawdę dobre.

Skład:

ciasto:

300 g mąki pszennej

150 g schłodzonego masła

1 łyżka zimnej wody

szczypta soli

1 łyżeczka suszonego lubczyku

250 g sera ricotta

4 ząbki czosnku

3 dojrzałe pomidoru + 1/2 połówka pomidora

do podania: świeżo tarty parmezan, prażone pistacje lub pestki dyni, świeży koperek

A oto jak to zrobić:

  1. Z podanych składników na ciasto zagniatamy masę i schładzamy na chwilę w lodówce. W międzyczasie w szerokim naczyniu blendujemy czosnek, 1/2 pomidora i szczyptę soli. Całość łączymy z ricottą.
  2. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy na papierze do pieczenia (jeżeli jest dość maślane, to polecam ciasto przykryć papierem do pieczenia i dopiero wałkować). Na rozwałkowanym cieście rozkładamy zmiksowaną ricottę i rozkładamy plastry pomidorów. Boki ciasta zawijamy do środka. Tak przygotowaną tartę pieczemy ok. 25 minut w rozgrzanym piekarniku w 180 stopniach C. Podajemy na ciepło z garścią prażonych pistacji i ze świeżym parmezanem.

Jeśli więc wybieracie się na targ lub lokalny stragan, koniecznie wypatrujcie bobu, botwinki, kaszubskich truskawek i młodej fasolki szparagowej. Czerwiec nie trwa wiecznie, a na te smaki warto czekać cały rok.

Jeszcze nie ma komentarzy

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany.